Zapisz się do newslettera

Prawo ciężarnych

Oceń ten artykuł
(12 głosów)
Prawo ciężarnych https://pixabay.com

 

Będąc w Polsce na krótkich wakacjach dochowałam tradycji i pierwsze co zrobiłam pobiegłam do osiedlowego warzywniaka. Zakupiłam dwa ogórki kiszone (z beczki!). Śmiejcie się, śmiejcie, ale zawsze tak robię przyjeżdżając w rodzinne strony. Świeciło słońce, a ja spacerowałam ulicami ukochanego miasta, wspominałam czasy, gdy z całą zgrają dzieciaków z sąsiedztwa biegałam za piłką aż do zmierzchu. Spacerując jadłam "ukochane", smaczne ogórki. Nie minęło dziesięć minut, a ja już naliczyłam aż trzy zaczepki - „Ojoj ogórek, ogórek – będzie syn!” (nie przypominam sobie bym wtedy była w ciąży i bym oczekiwała syna), „te baby w ciąży jedzą nawet na ulicy” (bez komentarza), „ojj przytyje się, przytyje” (zawsze wiedziałam, że kiedyś to nastąpi).

Wróciłam do domu i zaczęłam się zastanawiać czy to chodzi o zacofanie nas Polaków i o naszą tradycyjną, polską zaściankowość czy o coś innego? Postanowiłam napisać tekst rozprawiający się z polską rzeczywistością, z dziwnymi uwstecznieniami i problemami, które nadal są aktualne, a które już od dawna zniknęły na Zachodzie. Nie rozumiem dlaczego taką sensację wzbudza idąca ulicą kobieta, jedząca ogórka – kiszonego! Pijak, który siedział z puszką piwa na ławce nie wzbudził takiej sensacji jak ja. Dlaczego też od razu skojarzono mnie z ciężarną – czy ogórki kiszone jedzą tylko ciężarne?

Największym jednak pretekstem do napisania owego tekstu była wycieczka pociągiem. Postanowiłam wybrać się z cór na weekend do Zakopanego. Naprzeciwko nas usiadła młoda para – chyba nie małżeństwo bo nie mieli obrączek – oboje około trzydziestki, ona w zaawansowanej, już bardzo dobrze widocznej ciąży. Ledwo usiedli, a kobieta wyjęła dużą, czerwoną torbę pełną rożnych pachnących rozmaitości i przysmaków. Szybko zabrała się do jedzenia. Faktycznie jadła w pośpiechu, co jakiś czas gubiąc kawałki czekolady lub robiąc na bluzce plamki z wyciekającego z kanapki majonezu. Co jakieś piętnaście minut oddawała partnerowi na przetrzymanie nadgryzione kawałki jedzenia i wychodziła do toalety. Po czym wracała i znów zabierała się za szybką konsumpcję, w między czasie z pełnymi ustami rozmawiając z partnerem. Mnie to nie przeszkadzało, bo sama byłam kiedyś w ciąży i potrafiłam ją zrozumieć, ale chłopak, przyszły ojciec był nie lada zniesmaczony. Ku mojemu zdziwieniu na każdym kroku wypominał jej - „nie jedz tak szybko”, „jesz jakbyś nigdy jedzenia na oczy nie widziała”, „zaraz się porzygasz”, „musisz się tak przetwierać, nie możesz się wysikać raz a dobrze?” Zawiodłam się na przyszłym tatusiu! Zwiędły mi uszy! Opadły mi ręce! Zaczęłam się zastanawiać, gdzie leży problem. Po powrocie do Krakowa pobiegłam do biblioteki. Przypomniała mi się książka, którą czytałam bardzo dawno temu, a pasowała ona do tej sytuacji idealnie ustosunkowując się do moich wątpliwości ogórkowo-pociągowych. Wypożyczyłam „Polkę” Manueli Gretkowskiej.

Z twórczością Gretkowskiej zetknęłam się przez przypadek będąc jeszcze w liceum. Najbardziej utkwiła mi jednak w pamięci przeczytana na studiach „Polka”. Pamiętam do dziś jedne z ćwiczeń na polonistyce, gdzie rozgorzała polemika na temat tej jakże bardzo wtedy krytykowanej i kontrowersyjnej książki. Ja jako nieliczna stanęłam w jej obronie. Nie planowałam wtedy jeszcze dziecka i nie wiele rozumiałam z tych „brzuchatych” emocji, ale potrafiłam odnaleźć w tej książce, już wtedy, pierwiastek prawdy, ukręcony pięknym, kunsztownym, literackim biczem. Przyznam, że właśnie dzięki tej książce, po wielu latach, gdy zaszłam w ciążę, moja córka już w życiu płodowych słuchała Mozarta.

Książka opowiada o stanie, o którym marzy prawie każda kobieta. Jest to opis pięknych dziewięciu miesięcy z życia kobiety, będącej pierwszy raz w ciąży. „Polka” jest bardzo subtelnym, poetyckim obrazem wsłuchiwania się w bicie maleńkiego serduszka, studiowaniem dzień po dniu, tydzień po tygodniu zmian w rozwoju małego ciałka. Dziennik ten, ukazuje również niewytłumaczalny lęk, obawy, strach, że stanie się coś złego z noszonym pod sercem dzieckiem. Gretkowska w sposób bardzo malowniczy opisuje radosne pierwsze kopnięcie, nasłuchiwanie czy czasem ktoś nie woła do niej „mamo”.

Dla mnie osobiście, jest to bardzo ekspresyjny sposób ukazania czegoś tak zwyczajnego, normalnego, wręcz codziennego – jak ciąża! Wystarczy bowiem, że przyświeci słońce, a tłum ciężarnych kobiet „wylega” na ulice. Czy jest w tym coś dziwnego? Nie! Chyba, że się spróbuje odtworzyć te dziewięć miesięcy (prawie dzień po dniu) z opisem zmian zachodzących w ciele, wadze, apetycie, z czymś tak przemilczanym (jakby wstydliwym) jak seks w czasie ciąży, beknięcia, ciągłe siusiania, wymioty czy napady lęku i strachu. Niby codzienne, ale nie do końca. Robimy bowiem z kobiet w ciąży temat tabu, coś zakazanego. Czy nam – nie w ciąży – nigdy nie odbiło się po jedzeniu, czy nigdy ze zmęczenia nie bolały nas nogi, czy nigdy nie miałyśmy uciążliwej czkawki i nie mówiłyśmy z pełnymi ustami? Ilu jest takich, jak ten mężczyzna z pociągu, którego opisałam powyżej? Tacy jak on, zrobili z siebie świętoszków nie bekających, nie siusiających, a z kobiet w ciąży zawsze uśmiechnięte i wypoczęte matki mające czas, ochotę i siłę na wszystko.

Gretkowską zaraz po wydaniu książki, a był to rok bodajże 2001, nazwali skandalistką kobiet ciężarnych. Już wtedy pytałam – dlaczego? Dlatego, że jadła więcej niż zazwyczaj, bo była w ciąży, że miała czkawkę, wymioty, że bekała wydając z siebie dziwne odgłosy. Nie rozumiem. Dlatego, że to opisała, że stanęła w obronie takich kobiet jak ta, z którą jechałam pociągiem? Czy odwaga i otwartość są czymś zakazanym? Przecież skoro to wszystko o czym Gretkowska napisała jest normalne i na porządku dziennym, to czemu robić wokół tego taki wielki szum? Czemu robić taki wielki problem wokół kobiety jedzącej na ulicy ogórka kiszonego lub wokół tej ciężarnej, jadącej pociągiem w poplamionej majonezem bluzce, z czkawką głośną na pół pociągu? Pytam! Czy to aż takie dziwne?

Najgorsze jest to, że ten temat pozostał i jest w ciąż żywy po tylu latach od napisania tej książki. W jednym ze swoich słynnych wywiadów Stanisław Bereś zasugerował, że te niesmaczne wymioty, odruchy (jak on to obrazowo nazwał) trawienno-wentylacyjne – powodują, że czytelnik czuje się jakby go ktoś wciągał na siłę w cudzą intymność. Otrzymał (dla mnie rewelacyjną) odpowiedź: „A dziecko przynosi się mężczyźnie na tacy, umyte i urodzone kichnięciem przez ucho? (...) To nie jest dziennik z opisami lekarskimi. Wszystko zostało w nim przetworzone literacko. Nie piszę przecież wprost:”beknęłam, pierdnęłam”. Jeżeli te fragmenty cię zaszokowały, to dobrze, bo to był zamierzony efekt literacki. Nikt w Polsce tego dotąd nie robił. To miało być ekspresyjne, miało sprawić, że się poczułeś tak jak ja. (...) to jest problem połowy ludzkości, tylko, że nieobecny w literaturze. Miałam obowiązek to opisać”.

Dla mnie „Polka” jest w pewien sposób rozprawieniem się z polską rzeczywistością, z jej dziwnymi uwstecznieniami i problemami. Zapytana, co się zmieniło w Polsce po jej powrocie z zagranicy, Gretkowska odpowiedziała: „Z jednej strony jest u nas mnóstwo pięknie i zachodnio wyglądających bajerów, ale ludzie mają mentalność z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. (...) Co z tego, że będziemy mieli do dyspozycji znakomity sprzęt medyczny, skoro pediatrzy myślą w czasie zaprzeszłym, do ludzi nie mają szacunku, a dzieci traktują jak przedmioty”. Był to rok 2001. Czy wiele się u nas zmieniło? Czy gdyby dziś „Polka” pierwszy raz wyszla na rynek, skrytykowano by ją tak ostro jak wtedy?

 

Czytany 2464 razy
MF

Jesteśmy rodzicami, nauczycielami, pedagogami podejmującymi tematy dotyczące w głównej mierze wychowania i rozwoju dzieci. Jako pierwszy magazyn parentingowy w Southampton chcemy pomagać rodzicom w ich codziennych wyzwaniach.

Tworząc darmowy magazyn dla dzieci i rodziców udostępniamy innym rodzicom miejsce do wymiany poglądów i dyskusji.

Wszystko co tworzymy robimy z miłości do dzieci!

KĄCIK MAMY

Mile dla Bartka / Miles for Bartek

Mile dla Bartka Największa polska impreza…

Kilka słów o Wielkanocy

„By na chwilę się zatrzymać I spojrzeć z…

Portret kobiecy

Portret kobiecy Musi być do wyboru. Zmieniać się,…

KĄCIK TATY

„Bo możemy robić małe rzeczy, za to z wielką miłością” Nie zapominajmy o okazywaniu sobie miłości i…

Przyciemnianie szyb – sposób na większe bezpieczeństwo dla Ciebie i Twojej rodziny

Czy zastanawialiście się kiedyś po co właściwie…

Rodzinny WALES RALLY GB 2015

Specjalnie dla WAS magazyn FANTAZJA przygotował…

Ojcowie w natarciu

W ostatnim czasie mam wielką przyjemność…